11 grudnia 2017

Poduszki świąteczne ręcznie malowane

Jak zwykle co roku rozglądam się za ciekawymi dekoracjami świątecznymi. Trudno mi znaleźć coś, do czego zapałałabym nagłą chęcią posiadania. Może zrobiłam się bardziej wybredna? Albo bardziej świadoma swoich wyborów? Wiem, co lubię, co będzie mi pasować do wnętrza, z czym będę się czuła dobrze. Dlatego też często patrzę w sklepie na przedmioty pod kątem przeróbek, których będę musiała się podjąć, żeby sprostały moim wymaganiom. Ostatnio chętnie biorę się za rękodzieło - skoro nie mogę upolować nic fajnego, to najlepiej zrobić coś własnoręcznie. Tym sposobem zmalowałam parę rzeczy na lnie - większy obrus w gwiazdki i parę poduszek. Jeden z motywów na pełno kojarzycie z pewnej sieciówki, poduszki te rozchodziły się jak ciepłe bułeczki, sama je miałam w koszyku i dumałam, czy aby na pewno będą mi pasować. Niestety kolorystyka nie odpowiadała mi zupełnie, dlatego postanowiłam sama sobie taką zrobić, na lnie, z pomponikami, jedyną w swoim rodzaju. Zgapiłam motyw, przyznaję, ale w tej wersji o wiele bardziej mi się podoba ;-) Maniaczki poduszek, bierzcie się do dzieła, technikę malowania na tkaninie pokazałam Wam TUTAJ i TUTAJ. Pozdrawiam Was cieplutko!

















3 grudnia 2017

Stroik adwentowy z jelonkami

Zaczynam przystrajać dom na Święta. Bez czerwieni, bo jakoś mi ten kolor nie leży. Jest naturalnie - len własnoręcznie dekorowany w ulubiony motyw gwiazdki, mech zebrany wiosną, żołędzie, szyszki, gałązki modrzewia. Prawie z każdego spaceru przynoszę a to patyczek, a to szyszkę, a potem mam materiał do aranżacji ;-) Do tego blaszkowe cyferki i naprędce wykonana blaszka "Dear Santa.." Na pięknym plastrze drewna z grubą korą, który marzył mi się od dłuższego czasu (kupiony TUTAJ, polecam!). Zaczynamy więc odliczanie do Bożego Narodzenia :-)













20 listopada 2017

W blasku świec

Choć uwielbiam jesień i zimę za długie wieczory, za możliwość nicnierobienia bez wyrzutów sumienia i klimat, który możemy wokół siebie wyczarować rozpalając świece i lampki, zawsze o tej porze roku odczuwam wielki spadek endorfin. Kiedy nie ma co liczyć na długie górskie wycieczki lub jazdę na rolkach, po których wymęczę się tak, że zasypiam w momencie zetknięcia z poduszką, ratuję się i dostarczam sobie przyjemności na tyle, ile jest to możliwe w danym momencie. Ciemne i bure dni sprawiają, że instynktownie próbuję wywlec te molekuły emocji na światło dzienne. Mam ochotę co chwila piec jakieś słodkości - ta czynność co najmniej z trzech powodów może poprawić człowiekowi nastrój: zapach, słodki smak i satysfakcja z własnoręcznie wykonanych wypieków. Jako że nie posiadam kominka (marzenie!), wprowadzam się w błogi nastrój rozpalając świece. A wiecie, że wpatrywanie się w płomień świecy jest formą medytacji? Pozwala się wyciszyć i pozbyć negatywnych emocji. Morał z tego jest taki, trzeba po prostu dać się ponieść pierwotnym instynktom, żeby przetrwać ten okres braku słońca i nie dać się chandrze.

Tych parę fotek niech będzie pamiątką po mojej tegorocznej jesieni, bo już najwyższy czas pomyśleć o stroiku adwentowym i wyciągnąć zimowe poduszki. Do następnego!














7 listopada 2017

Kocykowe love, czyli miętowy kocyk w roli głównej

Uwielbiam koce, to kolejna moja słabość. A odkąd zaprzyjaźniłam się z szydełkiem, moje apetyty i ambicje wzrosły, chciałam mieć kocyk jedyny w swoim rodzaju, własnoręcznie wydziergany i wymarzony. Pierwszy swój kocyk zrobiłam w zeszłym roku i pokazałam go w poście Turkusowo mi, czyli granny squares. Przyzwyczaiłam się do tego, że wieczorem zasiadam na moim ulubionym miejscu w rogu kanapy i coś tam tworzę ręcznie, raz haftuję, innym razem dziergam kwadraciki (obecnie robię bombki, jeśli jesteście ciekawi, spodziewajcie się świątecznego spamu na moim profilu instagramowym). Kocyk długo powstawał (od maja), stopniowo rosła sterta szydełkowych kwadracików i zbliżała się jesień. Nadszedł czas łączenia kwadratów i chowania nitek, czego w tym wszystkim najbardziej nie lubię ;-) I oto i on, moje miętowe dzieło z chwostami (pierwotnie miały być frędzle, ale chwosty bardziej mi pasowały).

A teraz kilka danych technicznych:
- włóczka Gazzal kolor miętowy
- koc składa się z 121 kwadratów, ma wymiar około 110x110cm
- wzór można pobrać TUTAJ

Zaczęłam już robić blaszki świąteczne, bo w grudniu raczej nie będę już miała na to czasu. Powstała nowa wersja z cytatem "Jest taki dzień.." i wilk (na wiosnę mam zająca, teraz jest i wilk). Zapraszam do oglądania.

PS. Kiedyś pojawiła się w blogosferze kwestia postarzania doniczek ceramicznych. Widoczna na zdjęciach doniczka z azalią kupiona była na wiosnę, stała na balkonie, na deszczu i na słońcu i proszę jak pięknie się postarzała :-)















30 października 2017

Wydziwianki skończyły trzy latka!

Z lekkim poślizgiem i fanfarami ogłaszam, że mój blog skończył właśnie trzy latka! Jak ten czas leci! W życiu bym nie pomyślała, że ta moja przygoda z blogowaniem będzie trwać tak długo. Nie jest łatwo pogodzić codzienne obowiązki z blogowaniem. Przygotowanie każdego posta to ogrom pracy. To nie tylko pstrykanie fotek, opisówka i kliknięcie przycisku "Opublikuj". Najwięcej czasu zajmuje przygotowanie aranżacji, potem robię dziesiątki czy setki zdjęć, z których wybieram kilka (w porywach do kilkunastu jeśli sesja jest wyjątkowo udana ;-)). Każde zdjęcie obrabiam w programie graficznym, przygotowuję dodatkowe fotki na Instagram. Na koniec zastanawiam się, jak ubrać w słowa to co siedzi w mojej głowie. Staram się być systematyczna w tym moim blogowaniu, chociaż różnie to bywa, czasem znikam na dłużej.. Tak to już jest, albo weny brak, albo po prostu tkwię w niedoczasie. Ważne, że wracam ;-) Co tu kryć, lubię to!

Dziękuję, że jesteście!
Że zaglądacie i komentujecie.
Że dodajecie skrzydeł i motywujecie do pracy nad blogiem.

Tradycyjnie małe zestawienie na pamiątkę:

Liczba wyświetleń: 166 tysięcy
Liczba obserwatorów: 150
Google+ Followers: 127
Najpopularniejszy obecnie post: Kostium Rainbow Dash DIY
Liczba postów: 178

Oto co się działo przez ostatni rok na blogu  :-)










24 października 2017

Jesień w domu i za oknem

Zawitała do nas długo oczekiwana polska złota jesień, chociaż szkoda, że na tak krótko. Jednak ciągle mam nadzieję, że powróci. Akacja za oknem ubrała się na żółto i właściwie jednocześnie zaczęła się.. rozbierać, to znaczy zrzucać liście. Czas pędzi jak szalony, zdaje się, że im bliżej końca roku, tym bardziej przyśpiesza. Korzystając z dobrego światła do zdjęć, utrwaliłam na szybko tegoroczne dekoracje. Już niedługo wyciągnę jelonki i jeszcze więcej koców i futerek. Czy Was też denerwuje i przeraża ten upływ czasu?

Zdaje się, że nie pokazywałam Wam jeszcze butelkowego świecznika z Fox Art Studio. Idealnie się wpasował w moje klimaty, jest perfekcyjnie wykonany i zachwyca oryginalnością. Udało mi się dorwać plecione pufy w Ikei (przez jakiś czas były niedostępne) - tego typu siedzisk u nas nigdy za wiele, poza tym spełniają również funkcję podnóżka. A ta piękna pilea czekała na mnie aż rok u Iwonki - zajęłam się nią troskliwie i (odpukać!) ma się u mnie całkiem nieźle, pojawiły się nawet maluszki, które pewnie na wiosnę będę rozsadzać. Pieniek przyjechał ze mną z wakacji w Pieninach w zeszłym roku. Dopiero teraz się za niego zabrałam i obdarłam go z kory ("Mamo, co ty robisz?" - pyta syn. Córka na to: "Jak to co? Nie widzisz, że go goli?" ;-)) Umęczyłam się z nim straszliwie, ale za to spaliłam sporo kalorii :-D

Fotki salonu (tudzież z dużego pokoju) musiałam zrobić również dlatego, że mam w planach kilka zmian. Uwielbiam swój narożnik, bo jest wygodny i pojemny (ma mnóstwo głębokich szuflad, które mieszczą choćby koce i poszewki), ale zaczyna rozpadać się ze starości. Pojawi się również nowy stolik kawowy (a nawet dwa!). Myślę też o zmianie dywanu. Będzie się działo ;-)
















16 października 2017

Nowości w jadalni i grafiki do pobrania

Uwielbiam zmiany, żonglowanie dekoracjami, układanie aranżacji. Cieszą mnie choćby takie drobiazgi, jak nowe ramki (a w nich nowe grafiki) albo sznur lampek, który podświetli galerię zdjęć. Dzięki nim robi się klimatycznie w te coraz krótsze dni, w dodatku przeważnie pochmurne. Kontynuuję wprowadzanie leśnych klimatów, które zaczęły się od leśnej półeczki. Grafiki zrobiłam sama, jeśli macie ochotę, są niżej do pobrania :-)

Z nowości pojawił się u mnie wózek pomocniczy, o którym już rok myślałam. Z tym, że chciałam kupić turkusowy i cały czas miałam nadzieję, że gdzieś taki w końcu upoluję. Ostatecznie wzięłam czarny i nie żałuję. Odciążył trochę kuchenne szafki pękające w szwach i dzięki niemu wszystko, czego najczęściej potrzebuję, mam pod ręką. Co nie zmienia faktu, że nadal marzę o kredensie, który wszystkie moje kuchenne skarby wyeksponuje :-)












Grafiki do pobrania tutaj:





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...